ciekawostki
Pamiątkowy wieszak PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Wtorek, 21. Czerwiec 2011 14:12

Świat jest małym!!!

Przyszedłszy jednego razu do znajomych, chciałem powiesić swój płaszcz. Podano mi wieszak z tym napisem, który figuruje na załączonym zdjęciu. Na drugiej stronie drewnianej części był napis po niemiecku tej samej treści. Wieszak ten reklamujący firmę pochodził, więc z dużego składu konfekcyjnego Wojciecha Wroneckiego, jaki funkcjonował przed ostatnią wojną w Barcinie przy ulicy 4. Stycznia, obok sklepu rzeźnika Wilhelma Friedricha (obecnie budynek ten jest przebudowany). A jak świadczy archaiczna pisownia, wieszak ów datuje się jeszcze z czasów zaborów i ma co najmniej 90 lat.

 

Zmieniony: Środa, 03. Kwiecień 2013 10:57
Więcej…
 
Literacka fikcja PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Czwartek, 16. Czerwiec 2011 13:50
W naturze ludzkiej leży, że czasem wraca się do książki, czytanej kiedyś w młodym wieku. Dlatego też wziąłem do ręki bardzo poczytną kiedyś publikację znanego kpt. pil. Janusza Meissnera p.t. "Szkoła orląt". Ze zdumieniem natknąłem się na barwny opis bitwy powietrznej nad Barcinem ok. 4 września 1939 roku. Szkopuł w tym, że ta walka była tylko wytworem fantazji autora, a w rzeczywistości takiej w ogóle nie było.

Wyimaginowany opis autora wyglądał tak:
"Rejon Barcina był silnie broniony przez okopaną polską dywizję, która przygotowywała się do kontrataku po nawale własnej artylerii. Mocno zniszczony działaniami wojennymi Barcin jawi się, więc jako ważny polski węzeł oporu przeciwko najeźdźcy. Pierwsza Ochotnicza Eskadra myśliwska (nazywana popularnie Eskadrą Orląt), posiadająca 14 samolotów typu P-11, otrzymała zadanie osłony wojsk lądowych w piętnastokilometrowym pasie Kuźnica - Barcin. Już przed południem doszło do dramatycznych walk ze zgrupowaniem niemieckich bombowców, eskortowanych przez klucze nowoczesnych samolotów myśliwskich."

Na wielu stronach zostały szczegółowo opisane epizody tych walk, szczególnie emocjonalne pojedynki myśliwców, które wykonywały szereg karkołomnych ewolucji, aby zdobyć dobrą pozycję do ataku i mieć przewagę ogniową nad nieprzyjacielem. Zwycięstwo polskie było bezsprzeczne, strącono bowiem dziewięć maszyn wroga przy stracie jednego własnego samolotu.

Ale to wszystko, to tylko fikcja literacka. Jedynie wymieniany kilkakrotnie Barcin, był nazwą konkretną, ale degradacja Jego w opisie do rzędu wsi, jest dla nas nie do przyjęcia, gdyż Barcin jest przecież miastem, od co najmniej 539 lat.

Dla przykładu fragment tekstu:
"Do godziny ósmej panował w powietrzu i na ziemi spokój. (...)Baterie pod Barcinem milczały. Dalekie wysunięte na północny-wschód okopy leżały ciche i jakby martwe, szczerząc żółte zęby piaszczystych przedpiersi i zygzakami pełzające do wsi. Wieś właściwie nie istniała i była stosem rumowisk albo zwęglonych belek walających się między żałośnie wycelowanym i w niebo kominami. Wszyscy znali już te kominy i stanowiska strzeleckie przed nimi. To były nasze rowy."

Opis pola i samej walki został też dosłownie przytoczony w innej książce autora p.t. "Orły i orlęta", jako III część p.t. "Eskadra". Tam również można znaleźć w tekście kilkakrotnie słowo "Barcin". Cała akcja z września 1939r. przypomina nieco nalot toruńskiego dywizjonu myśliwców na Niemców pod Grutą w dniu 1 września 1939r.

Wiemy, że literatowi wolno swobodnie puszczać wodze fantazji i naciągać niektóre fakty lub je zmyślać, byle w pozytywnym celu. Tutaj celem było przecież powiększenie chwały polskiego lotnictwa i dlatego mieszkańcy Barcina chyba autorowi wybaczą tę licencję litracką.        

Jerzy Krzyś
Zmieniony: Środa, 03. Kwiecień 2013 10:59
 
Wieści historyczne PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Sobota, 04. Czerwiec 2011 19:17

W książce Sławomira Łanieckiego pt. "Nadnoteckie pałace, dwory, folwarki Krajny i Pałuk" wyczytałem, że Jan Krotoski herbu Leszczyc był postacią nietuzinkową. Jego rodzina wywodziła się z Krotoszyna, leżącego nieopodal Barcina. Był synem wojewody brzesko-kujawskiego - Andrzeja i Anny z Kościeleckich. Prawdopodobnie już w młodości zaczął sympatyzować z ruchami innowierczymi, a około 1554 roku przystąpił do ruchu religijnego Jenoty Braci Czeskich, stając się z czasem jednym z czołowych polskich innowierców i zwolenników tolerancji religijnej.

Jego kariera polityczna rozpoczęła się przed 1548 rokiem, kiedy jako kasztelan rogoziński posłował na jesienny sejm. Pięć lat później piastował już funkcję kasztelana inowrocławskiego, a od 1562 r. - wojewody inowrocławskiego.

Dzięki wspieraniu ruchu protestanckiego oraz innym zasługom na polu walki o tolerancję i pokój religijny, jego nazwisko stało się znane w całej Europie i przytaczane w wielu dziełach naukowych i literackich.

Jan Krotoski był między innymi posłem do władcy państwa moskiewskiego - Iwana Groźnego. W 1573 roku podpisywał konfederację warszawską, regulującą sprawy tolerancji religijnej w Rzeczypospolitej. Podczas elekcji Henryka Walezego był przeciwnikiem jego kandydatury, ale po wyborze Francuza na tron Polski, oddał mu swoje usługi, za co król wynagrodził do dochodami z bydgoskich żup solnych. Podczas kolejnego bezkrólewia ostatecznie opowiedział się za Stefanem Batorym.

Zmarł w 1577 roku.

Opracował Zdzisław Bokwa

 
Tabakiera Jakuba Wojciechowskiego PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Wtorek, 05. Kwiecień 2011 17:28

Nieżyjący już Kazimierz Wiśniewski przekazał mi informację, że Jakub Wojciechowski, kiedy wychodził z pracy w kamieniołomie, zawsze zanim wsiadł na rower, dobywał tabakierkę i zażywał tabaki. Następnie głośno kichał i dopiero wówczas wsiadał na rower. A wsiadał okrakiem, to znaczy prawą nogą nadeptywał na wysoko stojący pedał, a lewą lekko się odbijał.

Kazimierz Wiśniewski mógł to obserwować, bo pracował na podeście potocznie zwanym blachą. Podest ów stanowił dach hali maszyn wyciągających z wyrobiska wagoniki załadowane skałą wapienną. Jedną z takich maszyn obsługiwał właśnie Jakub Wojciechowski. Wagoniki zwane potocznie wózkami, wyciągane były z wyrobiska na wspomniany podest i tam rozdzielane. Te załadowane skałą w przybliżeniu wielkości głowy (z tak zwanym głowaczem) trafiały do wagonów kolejowych, natomiast te ze skałą o większych gabarytach - do pieców. W piecach wypalane były na wapno.

Na marginesie wspomnę, że zanim wózki trafiały na blachę (czytaj podest), wpychane były przez robotników na blachę znajdującą się na wyrobisku. Ta blacha nosiła nazwę rajtówy. Na rajtówie wózki przyczepiane były do lin stalowych i wyciągane między innymi przez Jakuba Wojciechowskiego na podest. Różnicę między jedną a drugą blachą wyjaśnił mi Sylwester Kempiński.

Czesław Cieślak


Źródło:
"Pogłos Barcina"
nr 02/03.2011
str. 12

 
Barcinianie sponsorami poznańskiego klasztoru PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Środa, 09. Marzec 2011 15:13
Wdowa po właścicielu Barcina i fundatorze kościoła św. Jakuba, Jakubie Gosłowskim - Elżbieta z Mycielskich sponsorowała w dużym stopniu budowę Klasztoru Reformatorów w Poznaniu. Pewne sumy na jego budowę przekazali również płatnicy czynszów z Barcina.

Jerzy Krzyś
 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 Dalej > Ostatnie >>

Strona 2 z 3