Legendy
Legenda o zapadłym kościele PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Czwartek, 12. Kwiecień 2012 20:06

Na lewym brzegu szosy prowadzącej z Barcina do Łabiszyna, około 300 metrów od miasta, znajduje się sadzawka nazywana przez mieszkańców "Kacerkiem". Jej brzegi są porośnięte trzciną i olchami. Ten opustoszały i trochę zapomniany zbiornik wodny żywo zaludniają dzikie kaczki i inne przeliczne ptactwo.

Z powstaniem sadzawki miejscowa ludność łączy ciekawą legendę o zapadłym kościele, który niegdyś stał w tamtych okolicach.

Dawno, dawno temu, kiedy cały obszar wokół Barcina pokrywały jeszcze gęste lasy, na tamtym właśnie miejscu stał podobno stary kościółek. Ten dom Boży, jedyny w okolicy, był często odwiedzany przez mieszkańców założonego w 1541 roku miasta. A wiele było w tamtym czasie powodów, by prosić Boga o ochronę i łaskę... W leśnej gęstwinie roiło się od rabusiów napadających na kupców i mieszczan, którzy wędrowali podmiejskimi drogami i ścieżkami. Poza tym w okolicy grasowały stada wilków.

Dlatego przed rozpoczęciem trudnej i niepewnej drogi podróżni zbierali się w kościółku i prosili Boga o szczęśliwą podróż i rychły powrót do domu.

Pewnego dnia, kiedy w domu Pana znowu zebrali się wierni, zerwała się gwałtowna burza. Niebo co chwilę przeszywały błyskawice, a gwałtowne grzmoty wywoływały drżenie całej okolicy.

Nagle jeden z gromów uderzył w kościółek i zanim modlący się zdążyli cokolwiek zrobić, świątynia runęła w otchłań, grzebiąc kapłana z całą jego wspólnotą. Podobno wśród zebranych znajdowało się wtedy kilku bezbożników, którzy żyli z mordów i podpaleń i szydzili z Boga i sług Jego...

Wtem ze skłębionej ziemi w górę wystrzelił potężny strumień wody, która wypełniła powstałe po budowli zagłębienie. Tak oto powstała dzisiejsza sadzawka. 

Sadzawka jest bardzo głęboka. Nie można jej sięgnąć dna nawet drągiem długim na 10 metrów.

W niektóre wieczory i niedziele w tamtej okolicy słychać dźwięk dzwonów, niosący się po polach i wznoszący się ku niebu. Czasem przez przejrzystą wodę widać szczyt kościelnej wieży...          

 

Źródło:
"Zapomniane legendy barcińskie" oprac. Katarzyna Podczaska
FORZA CUIAVIA
Inowrocław, 2010 
s. 31-32.

 
Legenda o dziedzicu Barcina PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Wtorek, 21. Czerwiec 2011 15:03
Hrabia Józef Łochocki - dawny dziedzic Barcina - był bardzo zamożnym człowiekiem.  Mieszkańcom Barcina oddał na własność łąki otaczające miasto.  

Hrabia Łochocki był wielkim patriotą. Brał udział w powstaniu kościuszkowskim. Później dużą część swojego majątku przeznaczał na utrzymywanie własnego wojska.

Pewnego dnia dziedzic jednak dostał pilne wezwanie do Berlina. Niemcy wezwali go, aby ukarać za patriotyczną postawę. Hrabia nigdy już do Barcina nie wrócił. Wśród mieszkańców krążyła legenda, że został on stracony na żelaznym koniu.

Źródło:
"Zapomniane legendy barcińskie" oprac. Katarzyna Podczaska
FORZA CUIAVIA
Inowrocław, 2010
str. 7
 
Legenda o śpiącej armii PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Sobota, 12. Marzec 2011 16:19

Legenda głosi, że wzgórze św. Wojciecha jest miejscem wiecznego odpoczynku oddziału wojów ochraniających św. Wojciecha, który w głosił Słowo Boże na terenie Prus. Ponadto przy wojciechowych wojownikach leży wojsko polskie z czasów "potopu" szwedzkiego.

Żołnierze obu armii spoczywają teraz na górze św. Wojciecha ramię przy ramieniu. Ich sen wieczny na jest nagrodą za waleczność.

Jednak według podań miejscowej ludności żołnierze zbudzą się, kiedy ojczyzna będzie w potrzebie. Sen skończy się, gdy najdzielniejszych z dzielnych Polska zawezwie do swej obrony lub do czasów Sądu Ostatecznego.    

W miejscu wiecznego odpoczynku obu armii przez długi czas stał kościółek, który rozebrano dopiero około 140 lat temu.


Źródło:
"Zapomniane legendy barcińskie" oprac. Katarzyna Podczaska
FORZA CUIAVIA
Inowrocław, 2010 
s. 18

 
Legenda o św. Wojciechu PDF Drukuj Email
Wpisał Barbara Chojnowska   
Niedziela, 27. Luty 2011 23:10

I

W X wieku przez Barcin przejeżdżał orszak, który przewoził z Prus do Gniezna ciało czeskiego księdza katolickiego, misjonarza i męczennika - św. Wojciecha. Ponieważ  kondukt przejechał już długą drogę, a do Gniezna przez Trzemeszno było jeszcze daleko, podróżnicy zatrzymali się koło wzniesienia. Następnie utrudzeni żałobnicy wnieśli ciało św. Wojciecha na górę i tam też rozłożyli obóz, aby przenocować.

Nocowanie na górze było bardzo dobrym rozwiązaniem, gdyż na przyjezdnych i bezcenną relikwię, którą przewozili, czyhało wiele niebezpieczeństw. Barcin był bowiem w tamtych czasach ze wszystkich stron otoczony lasami, w których grasowały liczne stada wilków.   

Na cześć przejazdu orszaku z ciałem św. Wojciecha, miejscowi mieszkańcy nazwali barcińskie wzniesienie imieniem męczennika. Od wielu wieków Barcin może szczycić się górą ku czci św. Wojciecha. Ponadto godło rodowe misjonarza - Róża znajduje się w herbie miasta.

Wkrótce również na pamiątkę tych wydarzeń na górze zbudowano kościółek pod wezwaniem św. Wojciecha. Przez wiele wieków obok kościoła i na samej górze mieszkańcy chowali swoich zmarłych, wykorzystując teren jako cmentarz parafialny. Kościółek został rozebrany około 140 lat temu.

Przed I wojną światową o górę św. Wojciecha toczył się proces z byłym właścicielem majątku rycerskiego Barcin-Wieś - Kundlerem, który chciał sobie tę górę przywłaszczyć. Twierdził, że należy do niego, gdyż położona jest na jego gruncie. W imieniu Kościoła proces przeprowadził ks. proboszcz Bronisław Matyjaszczyk. Sprawa oparła się nawet o sąd w Lipsku. Ostatecznie jednak Kundler przegrał proces.

W połowie lat 30. ubiegłego wieku przy niwelowaniu góry przed postawieniem pomnika Chrystusa Króla, wykopano bardzo dużo szkieletów ludzkich i bardzo dużo starych monet z różnych czasów historii. Fragmenty ludzkich szkieletów można odnaleźć na Górze św. Wojciecha jeszcze dzisiaj.

Więcej…